Jak zdać egzamin wstępny na aplikację adwokacką / radcowską? – 4 ogólne zasady



Jak zdać egzamin wstępny na aplikację? W 2017 roku termin egzaminu został ponownie wyznaczony na ostatnią sobotę września. Nie wiem za co nas – młodych adeptów prawa – tak się każe, ale od lat wszyscy dzielnie biorą to na klatę, więc dlaczego Ty, drogi czytelniku, miałbyś nie dać rady?

upór i determinacja = motywacja

Po pierwsze, nie da się zdać tego egzaminu „od niechcenia”. Należy zakasać rękawy i wziąć się ostro do roboty, bo kryzysów na drodze do tego pierwszego małego sukcesu będzie wiele.
Mnie osobiście motywował fakt, że miałam fajną pracę w ciekawej kancelarii. Zachłysnęłam się wtedy zawodem adwokata i radcy prawnego, podobało mi się wszystko – co na moment podchodzenia do egzaminu wstępnego było jak najbardziej wskazane. Znajdź swoją motywację. Każda jest dobra!
 

nie słuchaj innych

Najlepiej wiem jak ciężko znieść lamenty znajomych, którzy w już w styczniu twierdzą, że uczą się codziennie po parę godzin, na wakacje nigdzie nie jadą, z pracy zrezygnowali, bo inaczej, o zgrozo, nie da się tego zdać! Sianie paniki to najgorsze co może być przed tym egzaminem, unikaj kontaktów z takimi osobami.
 

lepiej mieć burdel w pokoju, niż pokój w burdelu…

Ucząc się na aplikację mieszkałam sama w kawalerce, ale w tym samym mieście co cała moja rodzina. We wrześniu zmieniali się tylko kto przywiezie prowiant na kolejne dni. Widok pustej lodówki i paru opakowań po pizzy zrobił na mamie większe wrażenie niż sądziłam. Nie będę ukrywać, nie miałam na co narzekać. Jadłam to co dali, nawet wegańskie rarytasy bardzo bio i eko kuzynki.
Nie zaprzątałam sobie głowy regularnym prasowaniem, praniem, robieniem zakupów– do tego stopnia olałam takie sprawy, że na wieczór przed egzaminem stałam z przerażeniem przed szafą z jedyną myślą – „co ja mam niby jutro ubrać?!”
To co było dla mnie święte przez 2 miesiące najintensywniejszej nauki w moim życiu – pomalowane paznokcie, odkurzone moje m1. Dziwne. Już tłumaczę dlaczego.
Każdy ma inną obsesję i każdy inaczej sobie radzi ze swoimi wahaniami nastroju. W najgorszy humor wpędza mnie obciążenie stresem, a jeśli do tego zobaczę, niechlujnie związane włosy w kucyk, obdarte na brzegach paznokcie –  dosłownie, zaczynam płakać. Co prawda, po 5 minutach mi przejdzie, ale co się napłaczę to moje.
Dlatego odpuściłam wszystkie zbędne domowe obowiązki, pozostawiłam sobie tylko te dwie czynności, które mimo nauki starałam się ogarniać regularnie. 
 
Dzisiaj, dodałabym do powyższego regularne uprawianie sportu. Bez tego ani rusz.

Plan działania x 2

Czemu razy dwa? Bo pierwszy na pewno nie wypali, a drugi to będzie ten realny. 
Mój plan nr 1 zakładał następujące:
 
·      regularne czytanie ustaw od 1 maja,
·      rozpoczęcie od „kodeksów” – czyli kk, kpk, kks, kc, kpc, kpa, przejście do mniejszych, ale nadal popularnych ustaw,
= to wszystko po to żeby pierwsze czytanie odhaczyć do połowy czerwca, a potem cieszyć się systematyczną nauką..
·      regularne powtarzanie najtrudniejszych zagadnień + testy od 1 lipca,
·      powtórki – sierpień,
·      wszystko umiem, robię tylko testy i zawsze z maksymalnym wynikiem – wrzesień.
Plan nie wypalił już chyba w pierwszej fazie. Bo maj. Bo wiosna. Bo ptaki śpiewają.
Plan nr 2, zweryfikowany przez życie:
 
·     naukę dzielę na tematy karne/cywilne/ administracyjne/ „reszta 1” i „mniej ważna reszta 2”,
·      zaczynam od karnego – bardzo bałam się tego elementu na egzaminie, jak się okazało nie taki wilk straszny… – najpierw materialne, bo krótsze, szybciej pójdzie, pierwsze czytanie – 1 dzień, kolejny to powtórki – zrozumienie tematu, wieczorem testy na sprawdzenie i lecimy dalej…
·      powyższy punkt powtarzany z każdą ustawą
Po prostu mój drugi plan działania był na wariackich papierach – byle zagłuszyć ten głos w głowie mówiący „nie zdążysz”. Dlatego powstała ta notka – żeby uczyć się na błędach.
Polecam 5 minut pomarzyć nad idealnym planem nauki, ale tyle wystarczy, zamiast się nad sobą pastwić, lepiej go wyrzucić do kosza i stworzyć plan nr 2 – czyli ten realny i wykonalny dla nas.

* w powyższym artykule pominęłam wszelkie cuda wianki i ściemy typu „nic się nie uczyłam/em i wystrzelałam/em 145 punktów (na 150 możliwych)” 😉

 
, , , , , ,