Minisralizm! Czyli minimalizm na wakacjach


Ostatnio wybraliśmy się w góry. Po tym, jak jechaliśmy do Chorwacji obładowani jakbyśmy się tam przeprowadzali, postanowiłam zmienić podejście. I choć już na etapie wyjazdu do Chorwacji starałam się spakować minimalną ilość rzeczy, to i tak skończyło się jak zwykle. Minimalizm dźwięczał tylko w mojej głowie. Wszyscy trąbią o tym na około, czemu nikt nie mówi, że to takie trudne w praktyce!
W wypadku wyjazdu do Zakopanego postanowiłam, że we dwójkę spakujemy się do 1 dużej walizki, a oprócz niej weźmiemy plecak ze sprzętem elektronicznym oraz torbę materiałową z jedzeniem.
Trekkingi, kurtki, bluzy zajmowały najwięcej miejsca, więc jak już wylądowały w walizce, poważnie zaczęłam wątpić w powodzenie mojego planu.
 
Pakowanie podzieliłam na rzeczy zwykłe oraz na te sportowe. Skupiłam się na ubraniach sportowych, bo w końcu jechaliśmy pochodzić po górach. I tak o to, wzięłam 3 białe koszulki, 2 ciemne, 3 sportowe. Wzięłam też jeden porządny sweter i beżowe spodnie. Wrzuciłam dwie cieniutkie sukienki – to tak jakby ich prawie nie było, a razie nieprzewidzianej randki będą jak znalazł!

Pierwsza wpadka

Musiała być zaliczona już pierwszego dnia. Nie przewidziałam, że po przyjeździe może zrobić się taki skwar, że pot będzie leciał nam po … . Było tak gorąco, że robiły nam się plamy na wewnętrznych stronach dłoni, palce puchły niemiłosiernie. Tego dnia wypiłam (w podróży i w czasie popołudniowego spaceru) 3,5 litra wody. Domyślcie się, jak było gorąco! W ten sposób odpadły do końca wyjazdu ciuchy, które mieliśmy na sobie tego dnia.

Druga wpadka

Podczas naszego małego rozruchu, gdy wdrapywaliśmy się na Nosal (polecam wchodzić od strony Murowanicy, wejście jest trudniejsze i ciekawsze niż od Kuźnic), nie przewidziałam, że w niektórych momentach trzeba będzie wręcz przytulać się do skał. Ubrudziłam absolutnie wszystko, włącznie ze spodniami. T – shirt nie nadawał się do ponownego ubrania z wiadomych względów ; ) A spodnie pozaciągałam w niektórych miejscach, więc to samo.

Trzecia wpadka

Wybraliśmy się na obiad i wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że zachciało mi się góralskich przysmaków, więc zamówiliśmy kwaśnicę, której krople niefortunnie wylądowały na moich (jedynych) beżowych spodniach. Zapiorę! Myślałam, ale byłam naiwna. Woda i mydło kontra kwaśnica to przegrana walka.
Tatar niczego nie pobrudził 😉
I tak dalej wierzę w minimalizm, ale nauczyłam się, że jeżeli chcesz spakować się w jak najmniejszy bagaż, to najpierw przemyśl w jakich sytuacjach się znajdziesz na wyjeździe. Bardzo dokładnie. Ja do końca tego nie wiedziałam. Jechaliśmy w góry z zamiarem zdobycia niewielkiego szczytu. Skończyło się zupełnie inaczej.
, , , , , , , , ,