co mnie kreci

5 rzeczy, którymi mi zaimponujesz – czyli co mnie kręci ?


W sportach. W pasjach. Spokojnie, dzisiaj tylko o tym 😉 Macie czasami tak, że ktoś opowiada jakąś niesamowitą historię, a Wam ciężko się skupić, bo myśli tylko krążą w okół orbity „JA TEŻ TAK CHCĘ”? Naprawdę jest parę wyczynów na świecie, które powodują, że szczęka opada do samej podłogi. Może dlatego, że niektórych rzeczy liznęłam w powijakach i wiem, jaką nadludzką siłą trzeba się wykazać, żeby niektóre wspaniałe cele zdobyć. No i koniec, już postanowiłam. Coś z tych cudownych rzeczy ja też osiągnę. Po prostu uduszę się w tych marynarkach, obcasach i koszulach, jak czegoś EKSTRA nie zrobię w swoim życiu! Oczywiście, niczym nadzwyczajnym jest fakt, że ta nadpobudliwość (nie wierzę w istnienie ADHD) włącza mi się na chwilę przed ważnym egzaminem. W końcu wszystko, byle się nie uczyć 😉 Zdradzę Ci trochę, co mnie kręci, co mnie podnieca, czyli co mi imponuje i o czym mogłabym słuchać godzinami. Jeszcze nie wiem, za co zabiorę się po egzaminie, ale czuję, że będzie to coś z tej listy. Pokonam swój strach, zmęczenie i złą kondycję na którą ewidentnie zapracowałam przez kilka ostatnich lat.
co mnie kreci
Wspinaczka wysokogórska 
Ja to wychowałam się wpatrzona w czarno- białe filmy na TCM i kolorową Kleopatrę. Jednocześnie na ciągłym replay’u mogłam oglądać K2 z Izabelą Skorupko. Swego czasu z wielką fascynacją śledziłam sukcesy Tomka Kowalskiego, Olka Ostrowskiego, Andrzeja Bargiela, Kingi Baranowskiej. Jak przeszłam pół Szwajcarii mając jakieś 15 lat, byłam przekonana, że góry to miłość wieczna i nigdy się nie znudzi, nie zaniedba. A tu życie rzuciło taki psikus pod nogi. Poźniej wiecie co było, pojechaliśmy w góry, bardzo turystycznie, staliśmy w tym samym korku, co każdy inny turysta, jedliśmy tę samą kwaśnicę i te pseudo oscypki. Jednak zdobyliśmy się na szczyty możliwości i ruszaliśmy nasze zasiedziane tyłki na szczyt. Turystyczny do granic możliwości. Przeszłam szlak, zdobyłam szczyt i tak, zrobiło to mnie cholerne wrażenie. Kręci mnie to. Kręci mnie to u innych. Podziwiam do granic możliwości. Zobaczcie sobie na youtubie zagraniczne via ferraty. Kosmos! Jestem pod takim wrażeniem, że zaryzykuję stwierdzeniem, że osobiście chciałabym tego spróbować.

co mnie kreci

Dalekie podróże

Z zamiłowaniem w dzieciństwie oglądałam zdjęcia w gazecie National Geographic. Niestety, zawsze w sklepie, bo w rodzinie nikt nie podzielał mojej fascynacji. Wyjazdy były po to żeby odpocząć od ciężkiej pracy. Miało być lekko i przyjemnie niezależnie od destynacji. Nie narzekałam absolutnie. Jednak w dorosłym życiu, jakoś lubię też pojechać i trochę się zmęczyć. Jeśli jadę tylko pozwiedzać, to zwiedzam do upadłego. Jeśli jadę na pełną labę, all inclusive, drinki z palemką, to ta palemka mi odbija po dwóch dniach góra i muszę znaleźć sobie jakąś odskocznię od tego leżenia plackiem. Nie będę ściemniać, leżenie plackiem jest bardzo przyjemne, ale im dłużej ja leżę, tym bardziej w mojej głowie krążą myśli, że jakoś tak życie mi właśnie ucieka przez palce 😉 Marzy mi się Tajlandia, Australia, przejechanie Stanów Zjednoczonych od wybrzeża do wybrzeża. Muszę zobaczyć osobiście miks kulturowy RPA, cały świat muszę zobaczyć!

co mnie kreci

Żeglowanie

Choć nie ma piękniejszego widoku na morzu niż szkółki żeglarskie, albo pojedyncze jachty zmagające się z falami gdzieś hen daleko, prawie w Szwecji, to jednak jest to sport, który z jednej strony fascynuje, a z drugiej przeraża. Ja się wody nie boję, choroba morska dopadłaby mnie pewnie po dłuższym czasie, dzień pełny wytrzymuję na luzie nawet w trudnych warunkach. Fascynuje mnie to, ale też przeraża. Te dłuższe wyprawy, tak mała przestrzeń, ta jedna miniaturowa toaleta. Jednak czasem wychodzi ze mnie typowa jedynaczka i myśl, że mam z własnej woli zamknąć się z kilkoma osobami na tak małej przestrzeni, po prostu mnie przeraża i paraliżuje. Choć przygód jestem żądna, dni urlopowych tak mało w roku… Trzeba je rozsądnie rozdysponować.

co mnie kreci

Nurkowanie

Wiecie co? To było piękne w tych czasach, gdy wszyscy latali do Egiptu. Bo bez problemu takie Grażki, Romki, Mietki mogli spróbować trochę luksusu, ale też trochę nieznanego, właśnie w postaci nurkowania. W życiu, gdyby niezagraniczne podróże, nie odważyłabym się spróbować nurkowania w kaszubskim jeziorze. No po co? Co tam oglądać? Owiną mnie te glony wszystkie i wciągną w jakąś otchłań. Nie nie nie! Jednak rafa koralowa to co innego, panie! Tu jest o co się postarać. Szare skały, które widzisz z brzegu pod wodą zamieniają się w kolorowo utkane perskie dywany. Małe rybki wywołują tylko skojarzenia z Gdzie jest Niemo. I nie ma co, największe wrażenie robi fakt, że w pewnym momencie załamuje Ci się wzrok i tracisz te kolorki i im głębiej, tym zimniej, mnie światła. Absolutnie piękny sport i klimat, wspaniale można ocenić swoją wydolność i skupienie na oddychaniu tylko ustami, ale jednak jest to „do spróbowania” w odpowiednich miejscach i do odpowiedniej głębokości. Dalej? Dalej zostawiam to fanatykom i specjalistom, którym zimna woda nie straszna. Z podziwem patrzę na różne osiągnięcia typu nurkowanie w jeziorze na wulkanie 😮

co mnie kreci

Wyprawy rowerowe

Z błyskiem w oku słucham historii, w które trudno uwierzyć. Ktoś objechał obwód Polski rowerem, a tu zaraz kolejna wiadomość, że morze bałtyckie. Wow! Jestem pod wrażeniem. Zawsze miałam rower i lubiłam jeździć, ale chyba to ten moment, że najlepszej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy. No tak! Bo niby rower miałam, ale jeden był tak ciężki, że nie byłam w stanie go podnieść żeby zmieścił się do windy w bloku. Potem coś zepsuło się w przerzutkach i umarł śmiercią naturalną. Nawet nie wspomnę o tym, że z perspektywy dziecka, ja po prostu nie miałam gdzie jeździć. Bo ulica niebezpieczna, w lesie zboczeńcy, sama nie pójdziesz, a raczej nie pojedziesz. No i tak, jeździłam tylko tam gdzie było wolno. Skończyło się tak, że jak zrobiliśmy sobie rodzinną wyprawę rowerową po wyspie Sobieszewskiej (tak, lasem, nie żadną ulicą), to zdychałam przy każdym przystanku. Babcia, która na rowerze nie siedziała jakieś 20 lat, miała lepszą formę do pokonywania wzniesień i innych przeszkód. Teraz zaopatrzyłam się w typowy miejski rowerek. Ładny. Wygodne siodełko. Ma koszyczek. Jeżdżę nim po ścieżkach rowerowych, choć w tym roku tych ciepłych dni było jak kot napłakał, co skutkowało tym, że można było załapać się na korki. A już największe korki były, gdy zamykano część ścieżek, bo akurat maraton, albo jakieś pokazy, czy cokolwiek innego. Dziękuję, postoję, ale nie w korku na rowerze, pliz. Muszę tylko dodać, że jak ktoś jeździ po górach na rowerze, to mnie kupuje od razu. To jest dopiero coś imponującego. Jedno z moich marzeń, ale chyba najpierw potrenuję sobie na moim miejskim rowerku.
To co mi doradzisz? Od czego Ty byś zaczęła? Jak zacząć jeździć na rowerze, bez sportowego roweru? ;)) Jak pokonać strach przed wysokością
, , , ,
  • Agata Wojtuszko

    Jeśli chodzi o nurkowanie, w Polsce również są urzekające, podwodne miejsca np. Zakrzówek (małopolskie), j. Hańcza (podlaskie). Są szare skały i małe rybki ;p Na samym początku przygody (jeśli się zdecydujesz) będziesz nurkować do 20m – robi się ciemnawo, kolory dobrze widocznie (oprócz czerwonego, zanika po 10m) a temperatura wody zależy od pogody. W pięknym słonku będzie cieplutko, termoklina nawet do 15m, ale wtedy przejrzystość wody znacznie spada. Z czystym sumieniem zamiast przyglądania się rybkom, polecam wraki. Nagle stajesz się odkrywcą i czujesz, że nikt nigdy nie był w tym miejscu 😉 bezcenne uczucie<3