dieta

5 bezsensownych rad dietetyków


Dużo zmienia się ostatnio w moim życiu. W szczególności jeśli chodzi o aktywności fizyczne i dietę. Nie przeszłam na żadną konkretną dietę żeby schudnąć. Za to bardzo uważam, co jem, żeby po prostu lepiej się czuć. Jestem zafascynowana neuro – odżywianiem i mikro – odżywianiem – jak mało jest informacji na ten temat, to aż głowa mała! Jak to możliwe, że tak ważny i przyszłościowy temat nie jest w żaden sposób rozwinięty. Nikt nie dąży do popularyzacji tych informacji. A tyle jest blogów kulinarnych, dietetycznych.
Gdy zaczęłam się interesować – nawet nie samym zdrowym odżywianiem – ale metodami ułatwiającymi sobie drogę do zdrowszego życia, okazało się, że jest pełno rad, ogólnych i raczej bardzo znanych, które ciężko było mi zastosować. Jak się okazało – nie tylko mi, ale koleżankom z pracy również. Wpływ na te nasze trudności mają na pewno złe przyzwyczajenia z przeszłości, ale przede wszystkim to, że zagłuszyłyśmy nasz organizm. Zamiast słuchać jego potrzeb, to ślepo chciałyśmy podążać za tymi super radami dietetyków. Powodowało to zmęczenie i wiecie, mimo braku diety, to uczucie, że trzeba się kontrolować i jakie to jest uciążliwe.
dieta

Pij dużo wody niegazowanej

Wypicie dla mnie 2 litrów wody dziennie kiedyś graniczyło z cudem. Na biurku stawiałam małą półlitrową butelkę wody i męczyłam się z nią cały dzień w pracy. W weekendy bywało lepiej. Wszystko spowodowane było tym, że ktoś mi wmówił, że nie wolno pić wody gazowanej. A ja po prostu czasem wolę wodę gazowaną. Szczególnie latem mam wrażenie, że bardziej gasi pragnienie. Ta super zdrowa rada spowodowała, że skoro nie mogłam pić wody gazowanej, to nie piłam wody wcale. Głupota.
Trzeba też pamiętać, że w tych 2 litrach mieszczą się inne płyny – mające jakikolwiek „smak”. Zaczynając od takich podstaw jak wrzucenie sobie pysznych owoców do wody (nie tylko cytryny, ale wszelkich innych, co więcej mogą przecież być mrożone, co od razu schłodzi wodę), kończąc na koktajlach i zdrowych herbatach i… zupach!

Jedz tylko pełnoziarniste pieczywo

Staram się jak mogę, ale czasami w tygodniu ciężko popołudniu dorwać jeszcze zdrowy chleb, szczególnie ten naturalny na zakwasie. Jak sobie wkręciłam, że absolutnie każdy inny chleb jest zły, a bułki to już w ogóle tragedia, to bywał tak, że nie kupowałam chleba wcale. Co skutkowało tym, że nie miałam potem jak zrobić sobie kanapki do pracy. Trzeba dodać, że wolę zdrowy i prawdziwy chleb i nie mam problemu z jego jedzeniem. Jednak nie czuję się źle gdy zjem jedną kanapkę z pszennym pieczywem. Widziałam ostatnio miksy zdrowych chlebów w BIO sklepie. Czy ktoś z tego korzystał i poleca? Chętnie upiekłabym sama chleb, ale przeraża mnie robienie zakwasu.
dieta

Wyrzuć z domu sól

To była dla mnie mordęga. Mimo, że mój organizm już od dawna nie spożywa glutaminianu sodu (albo w minimalnych ilościach „na mieście”) to brak soli w kuchni to dla mnie nieporozumienie. Ograniczyć – owszem, tak, jak najbardziej. Nie wyrzucić całkowicie. Przede wszystkim warto zaopatrzyć się młynek do soli i kupować tę morską (np. z wyspy Pag) ewentualnie różową, himalajską – choć słyszałam, że zdania są podzielone. Jestem za morską.

Przestań jeść mięso

Ale co zrobisz gdy masz faceta z krwi i kości w domu, który domaga się porządnego mięcha na obiad? Nie ma co ściemniać, ja nie mam czasu gotować dwóch obiadów. Wychodzę więc z założenia, że mięso warto ograniczyć. Dlatego jeśli piekę jakąś sztukę mięsa, bardziej skupiam się na pysznych warzywnych dodatkach. Dzięki temu, że najem się pysznymi warzywami, nakładam sobie cienki plaster np. pieczonej piersi z indyka. A chłop, jak chłop, ma wybór, a ja nie jestem wredną lalą, która narzuca swoją dietę w domu.
Ps.: tak jak źle nie czuję się po zjedzeniu kanapki z pszennego pieczywa, tak niestety, zauważyłam, że mięso ostatnio mi nie służy. Mam ciary jak słyszę, że miałabym zjeść hamburgera.
dieta

Wprowadź zdrowe superfoods

Wszystko fajnie, ale… jakbym miała wprowadzić do diety wszystkie te cuda spirulina (o fu!), jagody goij, nasiona chia (to akurat jest genialne!), masło ghee, olej kokosowy, cukier brązowy, mąka kasztanowa – i inne cuda, to za same podstawowe zapasy zapłaciłabym kilkaset złotych. Nie panikujcie i nie dajcie się zrobić w bambuko. W jednym jedynym sklepie w Trójmieście olej kokosowy jest zawsze w promocji i zamiast 25 zł za litrowy słoik kosztuje ok. 12 złotych. Nie kupuję ślepo wszystkich produktów na dziale BIO. Genialny program Kasi Bosackiej, w szczególności odnośnie polskich superfoods warto obejrzeć tutaj.
Pamiętajmy, że drogie, zagraniczne produkty możemy zamienić polskimi zamiennikami. Nie od dzisiaj wiadomo, że wszyscy w okół polecają to co jest drogie. A warto sobie przypomnieć, że kasza jaglana jest dostępna w każdym sklepie w rozsądnej cenie.
Kiedyś hitem była zasada, że nie wolno jeść po 18. Na szczęście szybko wszyscy się zorientowali, że to dość kontrowersyjny pomysł…
, , , , , , , , ,
  • No picie wody to naprawdę podstawa. Zwłaszcza mineralnej, nie jakiejś tam źródlanej. Resztę określiłbym jako dodatek. Bo to woda nie ma tylko nawodnić ale dostarczyć składniki mineralne. Czego na przykład herbata już nie ma. Ale na pewno lepiej pić „cokolwiek” niż nie pić nic. Zwłaszcza w okresie letnim,kiedy to upały nas atakują.

    • Racja, ja to wszystko wiem! Ale dokładnie, tak jak mówisz, lepiej pić niż nic… 😉 bo z tym cokolwiek to bym nie przesadzała! O niebo lepiej się czuję gdy odstawiłam słodkie napoje.

  • Ciekawy post! Ja też nie mogę żyć bez soli. Nie wyrzuciłam całkowicie, ale używam himalajskiej. I też wiem, że pić wody trzeba dużo w ciągu dnia. Tylko, że później trzeba co chwila biegać do toalety. Też tak masz?

    • Tak! Ale jak tylko „zwalniam” z piciem wody od razu widzę reakcję organizmu! Wiesz jak? Wszystko mi się odgniata na skórze! Nawet zegarek na ręce!

      • Wow, to znaczy, że skora ewidentnie traci jędrność. Muszę się w takim razie zmobilizować jednak do częstszego picia wody. Jakoś przeboleję to bieganie do łazienki.

  • Pingback: w mordę go! i miodem! - czyli idealny balans - Kodeks Karoliny()